Poznać, by zrozumieć

Tagi

, ,

Wiele osób uważa, że problemy w ich małżeństwie wynikają z zachowania partnera lub oczekuje, że druga osoba się zmieni, tylko dlatego, że powiedzieliśmy jej o naszych oczekiwaniach. Szuka źródeł problemów i ich rozwiązań na zewnątrz. To błąd! Nie ma innej drogi niż wewnętrzny proces, którego celem jest zmiana siebie i drugiej osoby. W myśl zasady “Zacznij od zmiany siebie samego, a zobaczysz, że druga osoba też się zmieni”. 

Kilka pytań, które warto sobie zadać: 

Czy małżeństwo rozwija mnie psychologicznie i duchowo? Dlaczego? 

Jakie zmiany są potrzebne, by związek był dla mnie odpowiedni? 

Czy partner podoba ci się jeszcze fizycznie? 

Czy chciałabyś (chciałbyś) być bardziej słuchana(-ny)? 

Co by cię popchnęło do zmiany samego siebie? 

Co naprawdę kryje się za moimi wymaganiami? 

Jakie zmiany w mojej osobowości są konieczne do tego, abym zaangażowała się w pełni w związek z drugą osobą? 

Czy istnieje szansa na to, że mogę się zmienić? 

Co powoduje, że psychicznie źle się czuję w związku? 

Co spowodowałby, bym lepiej poczuła się z mężem? 

Jak często rozmawiacie na takie tematy? 

Jakie cechy chciałabym, aby mój partner posiadał? 

Jak bardzo szanuję samą siebie? A mojego męża? 

Czy dzisiaj ponownie wybrałabym tego człowieka na męża? Dlaczego? 

Pytań można, by zadać jeszcze mnóstwo. Warto dać się poprowadzić własnym myślom, wspomnieniom, by odkryć rzeczy, których dotychczas być może nie dostrzegaliśmy. Poprośmy Ducha Świętego o pomoc i dajmy się prowadzić. Dobrze byłoby, by obie strony pomyślały nad pytaniami i byście podzielili się swoim spostrzeżeniami, przeżyciami. Może odnajdziecie wiele iluzji małżeńskich, o których wspominałam dwa tygodnie temu. I rozmawiajcie na ten temat, zaangażujcie się, nie bójcie się pytać i odpowiadać na trudne pytania.  

Bardzo ważne jest zaangażowanie, a ono nie zależy od tego, ile lat jesteśmy ze sobą. Gdy nasze małżeństwo trwa bardzo długo nie oznacza, że znamy dobrze siebie. W małżeństwie nie możemy się bać zaangażować całkowicie z drugą osobą, nawet jeśli ona nie jest doskonała. Nikt z nas nie jest doskonały. Czasem lękamy się w pełni zaangażować, bo obawiamy się odrzucenia albo oszustwa. Czasem może być tak, że związaliśmy się z osobą, która ma poważne problemy, zdaliśmy sobie sprawę dopiero po fakcie albo wydawało nam się, że nasza miłość wszystko pokona. Nic bardziej mylnego. Jeśli wydaje nam się, że nie poradzimy sobie sami, warto poszukać pomocy na zewnątrz, poszukać specjalisty. I zachęcam do modlitwy w intencji naszego małżeństwa. 

Zapraszam Was dziś do wyruszenia w głąb siebie, w głąb swojego związku, by odkryć nieznane nam dotychczas lądy. Odpowiadajmy sobie na pytania i dialogujmy z małżonkiem! Niech to nas buduje, byśmy byli bardziej zaangażowani, a nasze małżeństwo rozwijało się i piękniało! 

Iluzje małżeńskie

Tagi

,

Czy spotkaliście w swoim życiu małżonków, którzy są wciąż niezadowoleni, niezrealizowani, nieszczęśliwi? Iluż małżonków ciągle sądzi, że zrealizuje mrzonki, które urzekły ich w młodości? Iluzje prowadzą małżeństwa do rozczarowania, ponieważ nie można ich zrealizować. Nie jest możliwa zmiana, jeśli podążamy za mitami. Natomiast jeśli zrzucimy ciężar, który każe nam realizować złudzenia poczujemy się lżejsi, a nie sfrustrowani i wreszcie będziemy mogli odkryć siebie samych i współmałżonka takich, jakimi jesteśmy naprawdę 

Nie ma ludzi, małżeństw, miłości podobnych do siebie. Nie ma recept, które byłyby dobre dla wszystkich. Zarzućmy iluzje, a wyruszmy w podróż odkrywania siebie, drugiego człowieka, bogactwa naszego związku. To o wiele bardziej pasjonujące niż realizowanie idealnych wizji, które nosimy w naszych umysłach i sercach. 

Kilka małżeńskich iluzji… 

Pragnienie idealnego partnera 

Szukamy partnera pozbawionego wad, bo wydaje nam się, że przy nim będziemy wieść szczęśliwe i spokojne życie. Tak naprawdę nie szukamy miłości, ale własnej wygody, ochrony. Takie poszukiwania są nieco infantylne, dziecinne, jak dzieci chcemy otrzymać wszystko i natychmiast. Może to prowadzić do ciągłej zmiany partnerów, bo po okresie zauroczenia, okazuje się, że partner nie spełnia moich oczekiwań. Prowadzi do życia w ciągłym rozczarowaniu… 

Przekonanie, że trzeba zawsze być razem 

Nikt na świecie nie może się zjednoczyć z nami całkowicie, niemożliwa całkowita symbioza z żadnym człowiekiem. Nie musi nas przerażać poczucie samotności czy niezrozumienia, którego czasem każdy z nas doświadcza. Ten typ iluzji może spowodować, że małżeństwo zamknie się całkowicie na świat zewnętrzny, by żaden bodziec ich nie oddzielił od siebie, a jeden z partnerów chce, by drugi był zawsze gotowy do spełnienia każdego życzenia. Nietrudno zauważyć, że takie zachowanie prowadzi do wzajemnej urazy, frustracji, depresji… 

Przekonanie, że druga osoba powinna zrozumieć wszystko i natychmiast 

Umiejętność słuchania jest bardzo ważna w małżeństwie. Może nam się jednak wydawać, że mąż powinien zrozumieć myśli, których nie wyraziłyśmy w ogóle albo dość jasno. Z drugiej strony chcielibyśmy wiedzieć o drugiej absolutnie wszystko, ale to niemożliwe. Może nam się też wydawać, że znamy się na wylot i nie wsłuchujemy się w drugą osobę. Nie należy zakładać niczego z góry… Czasem pomaga stworzenia listy swoich przeżyć, myśli próśb i jasne ich wyrażenie. 

Przekonanie, że małżeństwie zawsze należy zmieniać swoje zachowanie 

Rozmawianie o własnych potrzebach, wymaganiach jest bardzo ważne w związku małżeńskim. Przekonanie, że on musi się zmienić, dostosować do naszych oczekiwań, bo mu o tym powiedzieliśmy w dowód miłości, to już iluzja. Jeśli się nie zmienia, wnioskujemy, że nas nie kocha. Drugą stronę może to wpędzić w poczucie winy, a pewnych skłonności cech, nie jest w stanie zmienić. Na przykład z męża introwertyka, nie zrobimy duszy towarzystwa. Iluzją jest przekonanie, że współmałżonek musi się do nas całkowicie dostosować.  Dobre małżeństwo jest oparte na wzajemnej akceptacji. Nasz małżonek może nas naprawdę kochać, ale może nie być w stanie w sposób zasadniczy zmienić swojego zachowania.  

Przekonanie, że powodzenie małżeństwa zależy od podobieństwa charakterów 

Iluzją jest przekonanie, że kochać się oznacza mieć takie same gusty, taką samą osobowość. Obawiamy się różnic i tego, że nie zostaniemy zaakceptowani. Szukamy wygody, łatwej komunikacji. Obawiamy się dyskusji. Dobre małżeństwo natomiast jest oparte na uzupełnianiu się charakterów. Akceptacja różnic jest wyrazem siły, dojrzałości, otwartości na nowe doświadczenia, nowe wzory. Przykład: ja lubię ciszę i książki, mój mąż lubi odpoczywać przy muzyce. 

Przekonanie, że małżeństwie należy pertraktować, negocjować, targować się 

Nieumiejętność szanowania drugiej osoby, powoduje ciągłe i wyczerpujące dyskusje, których jedynym celem jest chęć udowodnienia swoich racji, dominacji, kontrolowania. Brak pewności siebie maskujemy postawą “handlową”. 

Przekonanie, że dobre małżeństwo jest statyczne 

Małżeństwo jako związek na całe życie jest rzeczywistością złożoną i nieraz trudną., pełną sukcesów i porażek. Są małżeństwa, które mogą się nam wydawać zbyt spokojne i takie, które żyją w wydawałoby się ciągłym konflikcie. I jedne i drugie mogą być szczęśliwe. Zresztą każde małżeństwo przechodzi różne etapy: po okresie burz, może nastąpić czas spokoju. Iluzją jest przekonanie, że sukces małżeństwa zależy od braku kłótni. 

Przekonanie, że dobre małżeństwo nie potrzebuje czasu 

Nie można wszystkiego robić dobrze. Chęć robienia wszystkiego oznacza nie robić dobrze niczego. W pewnym momencie życia trzeba znaleźć w sobie odwagę dokonania wyborów, odwagę, by z czegoś zrezygnować. Iluzją jest, że małżeństwo nie wymaga wysiłku, czasu, jest nam cudownie dane. Małżeństwo nie jest metą, ale punktem wyjścia… Ale o tym już było:) 

Doskonałość nasz wróg

Tagi

, ,

Lubisz, jak w domu jest czysto, dzieci grzecznie się bawią, pilnie się uczą, a z mężem żyjecie w idealnej harmonii? Tak? Ja też. Doskonale wiemy, że taka sielanka nawet jeśli się pojawia, to tylko na chwilę. Przynajmniej u mnie. I co wtedy, gdy się kończy? Jak reagujemy? 

Warto uznać, że doskonałość dla nas, istot ludzkich, nie istnieje. A na pewno jest dobrą drogą do rozpadu małżeństwa, do życia w oderwaniu od rzeczywistości… Tym samym pozbawia nas możliwości rozwoju. Chcemy realizować nasze mrzonki, sny, nierealne oczekiwania, a nie staramy się bazować na naturze, które jest nam podarowana.  A przy tym straszliwie się męczymy.  

Możemy oczekiwać od współmałżonka, że będzie doskonały w każdej sferze życia, wszędzie: w pracy, w domu, w społeczeństwie. To oczekiwania osoby, która nie chce konfrontacji z rzeczywistością. Nie potrafimy przyjąć, zaakceptować i zrozumieć i jesteśmy ciągle niezadowolone. Niesamowicie się męczymy.  

Tak, oczekiwanie od siebie i wszystkich wokół nieustannej doskonałości, powoduje frustrację. Często powoduje fizyczne zmęczenie. Banalny przykład: kiedy coś zgubię, muszę to znaleźć. Poszukiwania nieraz trwają wiele godzin, wymagają przeprowadzenia śledztwa wśród domowników; męczą mnie i innych, a gra często niewarta świeczki. Dodatkowo towarzyszy temu żal do siebie i innych. Wystarczy uznać, że nie jestem doskonałą i mogę czasem coś zgubić, może mi coś nie wyjść. Nie poddaję się, ale podejmuję nową próbę zmiany siebie… 

A małżeństwo? Jeśli nie spełnia moich nierealnych oczekiwać, jest niedoskonałe w moim mniemaniu (a jest), to co robię? Może dojdę do wniosku, że trzeba się rozstać… 

Czy jestem perfekcjonistką? Jak reaguję w chwilach, gdy moje życie, mój mąż, moje małżeństwo nie spełnia moich oczekiwań?  

Jak powiedział Winston Churchill: “Sukces polega na przechodzeniu od porażki do porażki bez utraty entuzjazmu”.

I tego Wam życzę: nieustającego entuzjazmu! 

Akceptacja czy rezygnacja?

Tagi

, ,

Małżeństwo z definicji to związek oparty na poszanowaniu różnic, wynikających z charakteru i osobowości. Małżeństwo to zobowiązanie wobec drugiej osoby. Jeśli nie istnieje owe zobowiązanie, nie istnieje tez prawdziwy związek. 

“Kochaj bliźniego, jak siebie samego” Zatem najpierw musimy skoncentrować się na zobowiązaniu wobec siebie samego. Nie można kochać drugiej osoby, jeśli najpierw nie kochamy siebie. Przepisem na małżeństwo, udane małżeństwo, którego szukamy jest przede wszystkim to, aby znać i kochać siebie. Wiele osób, żyjących w małżeństwie sądzi, że potrafi kochać, jednak nie szanuje siebie samych, nie ceni siebie, nie lubi siebie. I od tego trzeba by było zacząć… Od spojrzenia w głąb siebie z całą szczerością… Przyjrzyjmy się sobie i zobaczmy, czy kochamy siebie, czy się sobie podobamy. Myślę, że wielu z nas ma z tym problem. I nieraz obwiniamy innych, przenosimy winę, chcemy uniknąć odpowiedzialności. Trzeba nam zacząć od siebie i uznać swoja wartość, popatrzeć na siebie oczyma Boga nie lepiej i nie gorzej – stanąć w prawdzie. Najpierw odnaleźć siebie, by znaleźć drogę do współmałżonka… Tylko prawdziwa znajomość siebie pozwala nie tylko stawiać wymagania innej osobie, ale przede wszystkim ją zrozumieć i zaakceptować. 

Akceptacja nie oznacza rezygnacji, uległości lub niemożności wyrażania siebie, własnych opinii. Nie oznacza, że nie możemy krytykować. Właśnie ktoś, kto nas kocha, kto jest nam bardzo bliski może sobie pozwolić na wyrażenie własnej opinii. Przecież nikt nie zna nas lepiej niż współmałżonek, nikt nie zna lepiej naszych możliwości i w chwilach zwątpienia, może nas zachęcić do działania. Nie krytykujemy siebie po to, by obniżać sobie wzajemnie wartość, tylko dodać motywacji do zmiany. Potrzeba tu zaufania wobec siebie nawzajem, że pragniemy dobra dla siebie. Nie mylmy też budującej krytyki z krytykanctwem, wyśmiewaniem, obrażaniem… 

Zastanówmy się: czy znamy siebie, czy kochamy siebie, czy potrafimy przyjąć krytykę z ust naszego współmałżonka i czy potrafimy wypowiadać budujące słowa krytyki, czyli takie, które wskazują drogę. Co jest naszym celem, gdy wypowiadamy własną opinię? 

Dlaczego wyszłam za mąż? Czego pragną kobiety?

Tagi

,

Jak mówią terapeuci, kobiety w ostatnich latach, czują się częściowo rozczarowane, zawiedzione życiem małżeńskim. Nie darzą męża zbytnim szacunkiem. Mają często wygórowane, nierealne oczekiwania wobec partnera. Terapeuci stwierdzają, że mężczyźni rzadziej narzekają na swój związek. Być może zestresowani pracą, “wyścigiem szczurów” w domu chcą spokoju i odpoczynku. Bardziej powierzchownie od kobiet podchodzą do małżeństwa. Jednak chyba coraz więcej mężów zaczyna się zastanawiać, czego oczekują kobiety.  

Czego pragną kobiety… 

No właśnie: czego pragną kobiety? Czego się spodziewałaś wychodząc za mąż? Wreszcie będę miała męża… On mnie zawsze będzie słuchał, będzie mnie zawsze rozumiał, będziemy zawsze wszystko robić razem, raz w tygodniu będzie mi przynosił kwiaty, nie będziemy się kłócić? Jakie pragnienia, jakie wyobrażenia nosiłyśmy w sercach w momencie zawierania związku małżeńskiego? 

Czy mówiłaś mężowi o swoich oczekiwaniach i czy znasz oczekiwania swojego męża? Czy podejmowaliście takie tematy przed ślubem? 

Nasze samopoczucie, ocena naszego życia zależy nie tyle od tego, jak nam się obiektywnie żyje, ale bardziej od tego, jak nasza rzeczywistość ma się do oczekiwań, do tego, czego się spodziewaliśmy. Być może wchodziłyśmy w małżeństwo z oczekiwaniami niemożliwymi do spełnienia. Nie dziwmy się zatem, że nie czujemy się do końca szczęśliwe. Jeśli nie zmodyfikujemy naszych pragnień, nie urealnimy ich, będziemy całe życie nieszczęśliwe. Szukamy winnych wokół siebie, a nie zauważamy, że źródłem naszych frustracji są zbyt wyidealizowane oczekiwania. 

 Więcej dawać, mniej oczekiwać… 

Przyjrzyjmy się naszym oczekiwaniom (najlepiej z kartką w ręku): tym w dniu ślubu i tym obecnym, oceńmy ich realność. Być może trzeba obniżyć poprzeczkę, jaką postawiłyśmy naszym współmałżonkom, naszym małżeństwom. Będziemy szczęśliwsze, jeśli nasze małżeństwo nie będzie polegało na nieustannym rozliczaniu siebie i małżonka. Ileż to razy wydaje nam się, że nasz mąż nie kocha nas wystarczająco, nie rozmawia, nie jest dość miły… Być może należy przedstawić mu swe oczekiwania, bo do tej pory tego nie robiłyśmy… A może skuteczną okaże się droga do szczęścia, polegająca na większym dawaniu i mniejszych oczekiwaniach? 

Punkt wyjścia czy meta?

Tagi

,

 Pragnę zaprosić Cię do wyruszenia w drogę ku pogłębieniu miłości małżeńskiej. Nieważne czy żyjesz ze swoim małżonkiem dwa miesiące, dwa lata czy dwadzieścia albo i więcej. Przez kilkanaście tygodni spróbuj przyjrzeć się sobie, swojemu życiu, małżeństwu i być może zostaną przed Tobą odkryte sprawy, których do tej pory nie dostrzegałeś (- łaś). 

 Nie istnieją gotowe recepty na stworzenie szczęśliwego związku. Zapewne w swoim życiu spotkałeś wiele szczęśliwych małżeństw, ale w bardzo odmienny sposób. Każdy przypadek jest inny, jak różni są ludzie. Jedno jest pewne: szczęście, spokój, harmonia nie są nam podarowane, ale musimy je zbudować. Zawarcie małżeństwa jest punktem wyjścia, w którym wszystko się zaczyna, a nie metą, do której dotarliśmy, punktem, w którym czekają nas jedynie owacje, najlepiej na stojąco, gratulacje, zaszczyty, radość. Małżeństwo to początek drogi i od nas zależy, jak ona się kształtowała przez lata.

Być może na początku wydawało się nam, że siła naszej miłości pokona wszelkie przeszkody, a w toku życia okazało się inaczej. Być może przygasł dawny blask naszych uczuć… I co gorsza nie widzimy wyjścia, by je odświeżyć. Być może droga, którą ci zaproponuję w tym Ci pomoże.

Małżeństwo to projekt, który przewiduje nieustanny rozwój. Bez ciągłego dialogu, współpracy nie dochodzi do rozwijania relacji. Jeśli pozostawimy nasze małżeństwo same sobie, ono umrze, nie będzie żyło. To tak, jakbyśmy posadzili nasionko pięknego kwiatu, postawili w kącie pokoju bez dostępu do światła i wody i oczekiwali, że wyrośnie piękny kwiat. Nic nie dzieje się bez naszego wysiłku.

Na początek poświęć trochę czasu, by popatrzeć na zdjęcia ślubne. Zobacz, jacy byliście piękni, młodzi, zakochani, szczęśliwi, z nadzieją patrzący w przyszłość. Przypomnij sobie spokojne chwile, w których doświadczałeś (-łaś) spokojnej radości… Pozwól sobie na nowo doświadczyć tamtych przeżyć (bez żalu, że coś potem nie wyszło), po prostu spróbuj “zresetować radość” (szczegóły w poprzednim wpisie😊).

„Zresetować radość”

Tagi

, , ,

Czy łatwo dziś odnaleźć w sobie radość życia? Może ktoś powie, że okoliczności nie są zbyt sprzyjające. A ile zależy właśnie od tych czynników zewnętrznych?

Czterdzieści procent
Ostatnio przeczytałam wyniki badań wyjaśniające, co decyduje, o moim poczuciu szczęścia. I czego się dowiedziałam? Otóż współczynnik szczęścia zależy w połowie od genów, w dziesięciu procentach od okoliczności, natomiast aż czterdzieści procent od naszych myśli i czynów. Całe czterdzieści procent zależy wyłącznie od nas! W pierwszej chwili pomyślałam, że to mniej niż połowa, na większość nie mamy wpływu. Jednak zdecydowanie lepiej spojrzeć w ten sposób, że przecież to aż czterdzieści procent.

Przesterować mózg na radość

Badania naukowe wykazały, że istnieje kilka prostych dróg do prowadzących do szczęścia: wdzięczność, okazywanie dobroci innym, utrzymywanie relacji towarzyskich, medytacja i stawianie celów.
Zauważyłyście, że łatwo przyzwyczajamy się do rzeczy, które nas uszczęśliwiają? Nasze mózgi szybko się nudzą. Badania pokazują, że warto myśleć, o tym, jakie byłoby życie bez rzeczy i ludzi, którzy są dla nas ważne. Poświęćmy czas na to, by dostrzec sprawy, za które jesteśmy wdzięczne. Im więcej myślimy o wdzięczności, o dobru, które nas spotyka, tym stajemy się szczęśliwsze. Natomiast, gdy ciągle rozmyślamy o sprawach trudnych, drażniących, rośnie w nas poczucie nieszczęścia. Dziś o to nietrudno: ilu ludzi z napięciem obserwuje wzrost zachorowań na COVID, z niepokojem śledzi kolejne wiadomości i pogrąża się w coraz większym smutku, lęku. A zamiast tego wystarczy więcej czasu poświęcić na to, by „zresetować” swoją radość przez rozmyślanie o dobrych wydarzeniach i przeżywaniu ich ciągle od nowa, by odżywało w nas poczucie szczęścia.
Co jeszcze oprócz wdzięczności? Poczucie zadowolenia z życia, rośnie poprzez okazywanie dobroci i życzliwości innym – naukowcy w tej kwestii potwierdzają naukę Jezusa: „Więcej szczęścia jest w dawaniu aniżeli w braniu” (Dz, 20, 35). A medytacja? Modlitwa, wyciszenie się, skupienie się na tym, co poza nami, rodzi w naszych sercach pokój i radość.
Kolejna droga do osiągnięcia szczęścia to umacnianie więzi i kontaktów społecznych. Dbajmy o nie, mimo wszechobecnej, wkradającej w kolejne zakamarki naszej egzystencji pandemii. Dzięki więzom z innymi ludźmi otrzymujemy wsparcie i otuchę.
A stawianie sobie celów? Skoncentrowanie się na punkcie docelowym, odsuwa od nas smutki, pozwala zwalczyć trudności. My chrześcijanie mamy najważniejszy cel: „pędzę ku wyznaczonej mecie, ku nagrodzie, do jakiej Bóg wzywa w górę w Chrystusie Jezusie” (FLP 3, 14)
Zachęcam Was do skoncentrowania się na tym, co naprawdę daje szczęście, do wytrwałego kroczenia drogami do niego prowadzącymi.

Przesterujmy się na radość!

Najpiękniejsza z kobiet…

Kwiat, Róża, Różowy, Charakter, Roślin, Romans

Domyślacie się, któż jest tą najpiękniejszą? Co roku wybierane są Najpiękniejsze Twarze Roku. Ostatnio nawet znalazła się wśród nich Polka. Kto trafia na tę listę? A która z was chciałaby się na niej znaleźć? Pewnie są wśród Was takie! My, kobiety, lubimy być piękne, podziwiane, zdobywane… Ja dziś jednak chcę napisać kilka słów o Kobiecie, której nie ma na tej liście, a jednak jest tą najpiękniejszą. Maryja! Czym może nas dziś zachwycić prosta i cicha dziewczyna z Nazaretu, czego nauczyć?

Najpiękniejsza z kobiet, bo ma miłość w sobie

Św. Bernadeta po jednym z objawień tak opisywała Maryję: „Miała białą suknię przewiązaną niebieską wstęga, biały welon na głowie i złocistą różę na każdej stopie. Na ramieniu trzymała różaniec. Była bardzo piękna, najpiękniejsza ze wszystkich kobiet, jakie do tej pory poznałam. Była bardzo młoda. Nie była starsza ode mnie”. Co stanowi o pięknie Maryi? Czy doskonały makijaż, świetnie dopracowany strój, niezliczone ilości maseczek i balsamów wklepywane w ciało? Nie! Maryja jest piękna miłością, miłością do Boga, Swego Syna, do każdego z nas. Stąd płynie wniosek: kochaj, będziesz piękna!

Uczy nas miłować, życie w Bogu schować

Maryja nie koncentruje uwagi na sobie, ale stale przekierowuje nasz wzrok na Syna. W swoim życiu nie doświadczała za wiele wdzięczności, splendoru. Tak naprawdę stała z boku wielkich wydarzeń zbawczych. Cicha obecność –  tak bym określiła jej Osobę, która wyłania nam się z kart Ewangelii. A jej wizerunek był i jest najbardziej rozpoznawalny ze wszystkich kobiet, które stąpały po tej ziemi. Jej życie zanurzone w Bogu, ciche i pokorne, ciągle pociąga i zachwyca ludzi. Wniosek: schowaj swoje życie w Bogu, zostaniesz dostrzeżona;  im bardziej zanurzysz się w Bogu, tym mniej będzie ci zależało na pochwałach innych.

Modli się za nami, byśmy wypełnili to, co mówi Pan

Bóg kierował życiem Maryi, bo Mu na to pozwoliła. Zasłuchana, wrażliwa na Słowo, gotowa, by je wypełniać. Czy łatwo usłyszeć głos Boga? Dzięki Matce Jezusa wiemy, że to jest możliwe, że możliwe jest życie poddane całkowicie Bogu. Ona nas tego uczy! Tylko by usłyszeć trzeba wiernie, systematycznie słuchać. Wtedy nauczymy się rozpoznawać Boży głos w naszym sercu i nie pomylimy go z żadnym innym, jak dziecko bezbłędnie rozpoznaje swojego rodzica – tembr głosu, sposób wypowiadania się… Maryja wspiera nas, byśmy słuchali Ojca, bo wie, że to dla każdej z nas najlepsza droga.

Na koniec…

Przebywanie z Bogiem sprawia, że „piękniejemy”, nie tylko nasze serce się zmienia, ale i nasza twarz. Podobno wielu świętych było opisywanych jako niezwykle pięknych z powodu przebywania długiego czasu na modlitwie osobistej, zasłuchania w Pana. Życzę Wam zapatrzenia się w Najpiękniejszą i uczenia się od Niej odbijania piękna Boga. Polecam Wam też najnowszą płytę, którą wydali „Mocni w Duchu” pt. „Biała jak śnieg”. Z jednej z piosenek zaczerpnęłam tytuły…

Czytać i marzyć… czyli jakie pragnienia Bóg wkłada w moje serce

Tagi

,

Lubicie czytać? Lubicie marzyć?  Mam nadzieję, że większość z Was z przyjemnością sięga po lekturę. Chciałam dziś zareklamować dwie książki, które niedawno przeczytałam: „Niespotykane piękno” i „Niedocenione dźwięki” Tamery Alexander. Powieści są pokaźne, pierwsza liczy ponad 600 stron, druga ponad 500 stron. Niech ich rozmiar was jednak nie zraża do sięgnięcia po nie! Lektura jest wciągająca, przyjemna, piękna i subtelna, a przy tym niesie mnóstwo nadziei, napełnia wiarą w Boga i ludzi. Akcja obu książek dzieje się w Stanach Zjednoczonych zniszczonych wojną secesyjną.

„Niespotykane piękno” to historia starej, jak na owe czasy, panny, która nie wierzy w siebie, w swoje piękno, zmaga się z trudnościami związanymi z utrzymaniem siebie i chorego ojca oraz historia arcyksięcia habsburskiego, który przejeżdżając do Ameryki zataja swe pochodzenie, by móc realizować swoje pasje, nieakceptowane przez rodzinę: zamiłowanie przyrodnicze i architektoniczne. Obydwoje próbują realizować swoje marzenia, mimo licznych przeszkód. Dziewczyna pragnie założyć restaurację i wierzy, że Bóg tego również dla niej chce i daje jej nawet odpowiednie miejsce. Niestety kobieta nie otrzymuje pomocy krewnej, która sprzeciwia się jej planom. Początkowo dziewczyna nie rozumie, dlaczego tak się dzieje. Stopniowo jej marzenie przekształca się w coś o wiele piękniejszego, co przechodzi wszelkie jej oczekiwania, nakłania do do czynienia dobra wielu, wielu ludzi… Po czasie usłyszy też od swej krewnej, aby nigdy nie pozwoliła, by ktokolwiek odwiódł ją od tego, do czego czuje się wezwana. Mimo swego dojrzałego wieku przeżywa również wielką miłość… Książka prowokuje do szukania marzeń, jakie Bóg składa w sercu każdej z nas i do walki o ich realizację, bo „nie ma nic bardziej rozdzierającego serce, niż oglądanie się za siebie na utracone okazje; takie, które już nigdy nie wrócą”.

Powieść „Niedocenione dźwięki” opowiada o utalentowanej skrzypaczce, która marzy o graniu w orkiestrze i o docenianym w całym kraju muzyku, który musi ukończyć kompozycję na uroczystość otwarcia nowego budynku opery, a co ważniejsze, chce to zrobić dla kogoś, kto zasiał w nim miłość do muzyki – dla umierającego ojca. Każde z nich natrafia na trudności. Nadzieje Rebecci pryskają, dyrygent mimo niezwykłego talentu nie przyjmuje jej do orkiestry, gdyż w tamtych czasach powszechnie uważa się, że kobiety są „zbyt słabe i delikatne”, aby sprostać wymaganiom pracy w orkiestrze. Natomiast sam dyrygent zmaga się z dolegliwościami zdrowotnymi, które uniemożliwiają mu ukończenie pracy. Książka przenosi nas w świat muzyki klasycznej, niemal słyszymy utwory Beethovena czy Mozarta. Przekonuje nas, że Bóg pragnie naszego szczęścia. Problem polega na tym, że Jego czas i Jego zamiary często nie pokrywają się z naszymi…

Zachęcam Was do przeniesienia się na kilka chwil do świata przedstawionego przez autorkę, by zaczerpnąć siły do realizacji swoich marzeń. Może lektura sprowokuje Was do tego, by poszukać Bożych pragnień w swoim sercu…

Recepta na szczęśliwe życie…

Jak przeżyć najbliższe dni, tygodnie, miesiące, by nie zmarnować swojego życia, by cieszyć się z tego, co się przeżyło, a nie żałować swoich poczynań?

 

Moja recepta na szczęśliwe przeżycie życia: po pierwsze warto zaakceptować to, czego zmienić nie można, a po drugie zmienić to, co możemy i chcemy. Nie wiem, która z tych rzeczy jest trudniejsza. Zależy to pewnie od naszego temperamentu, usposobienia, ale na pewno wymaga pracy nad sobą.

 

Nieraz napotykam zgorzkniałych ludzi, którzy wiecznie narzekają na to, co ich spotyka, ludzi, którzy ich otaczają, na swoją pracę, męża, dzieci itd., krótko mówiąc na wszystko. A z drugiej strony nic nie robią, by to zmienić. Mało tego, ja sama też nieraz popadam w takie „wszystkonarzekanie”. Chyba nikt z nas nie lubi przybywania w towarzystwie takich osób. Przyjemniej spędzać czas z ludźmi radosnymi, zadowolonymi z życia, z których tchnie nadzieja. Czy każdy z nas może stać się takim człowiekiem? Jestem przekonana, że tak!

Po pierwsze zaakceptować to, czego zmienić się nie da…

Są takie sprawy, których po prostu zmienić nie można. Nie mogę zmienić czasu i miejsca swoich narodzin, swoich rodziców, pewnych wyborów, których dokonałam w przeszłości… Pewnie każdy z nas ma własną listę rzeczy, na które nie ma wpływu. Czy wówczas pozostaje tylko narzekanie, jeśli jesteśmy niezadowoleni z tego, czym zostaliśmy obdarzeni? Stanowczo nie. Łatwiej będzie się nam żyło, jeśli zaakceptujemy te sfery naszego życia, mało tego, jeśli podziękujemy za to, co jest trudne do przyjęcia, jeśli znajdziemy pozytywne aspekty swej rzeczywistości. Pewnie nieraz będzie wymagało wiele wysiłku dostrzeżenie dobra w tym, co ciężko znosimy; być może z perspektywy czasu przekonamy się, że nasze doświadczenia, choć może nastręczały wielu trudności, były dla nas najlepsze, kształtowały nas najpiękniej, jak tylko można. Podziękuj za osoby, którymi Bóg Cię otacza, bądź wdzięczna za sytuacje, które Ci daje, a zobaczysz, że życie stanie się łatwiejsze i radośniejsze!

Po drugie zmienić to, co możemy…

Są takie rzeczy w naszym życiu, które możemy zmienić, ale być może boimy się to zrobić, obawiamy się rozejrzeć, popytać innych, jak można inaczej rozwiązać daną sytuację, brak nam odwagi, by podjąć kroki do zmiany. Boimy się różnych rzeczy: opinii innych, ich oceny i krytyki, rozważamy, czy zmiana rzeczywiście przyniesie nam korzyści i w efekcie nie robimy nic. Obawiamy się nieznanego, wygodniej nam żyć w tym, co już znamy, choć nie do końca nas zadowala. Jest takie powiedzenie „kto nie ryzykuje, ten nie ma”. Życie nieraz wymaga od nas ryzykownych kroków, „wstania z wygodnej kanapy” (parafraza słów naszego Papieża:)). Na przykład czujemy, że nasza praca to nie to, czego oczekiwaliśmy, ale boimy się go zmienić, bo co powiedzą inni, zastanawiamy się, czy kiedyś nie będziemy żałować rezygnacji. Jasne, że trzeba rozważyć wszystkie za i przeciw, dać sobie czas, szczególnie jeśli zmiany miałyby dotyczyć istotnych rzeczy, ale z drugiej strony nie bójmy się ryzyka.

Życzę wszystkim, byśmy nie bali się podejmować kroków do zmian w swoim życiu, nawet tych rewolucyjnych (zamiast narzekania na swoją egzystencję) i mieli odwagę realizować swoje marzenia…

Przejdź do paska narzędzi