Tagi

, , ,

Dziś kilka słów o książce, która od dawna przyciągała mnie swoją okładką i tytułem.

Powieść opowiada o trudnym macierzyństwie, kryzysie małżeńskim, załamaniu, gdy brak wsparcia w trudnych chwilach… Kiedy rodzi się synek Natalii, w jej życiu wszystko się zmienia. Noworodek cierpi na wadę serca, wymaga kolejnych operacji, toczy się walka o jego życie. Jednocześnie u starszej córeczki, czteroletniej Michasi, zostaje stwierdzony zespół Aspergera. Młoda kobieta staje do walki, w której nieraz jest sama. Szczerze mówiąc denerwowała mnie postawa męża, który wyłączył się z problemów domowych i po pracy spędzał czas z komputerem, zamiast poświęcić go swojej żonie. Dodatkowo Natalia ma trudne relacje z rodzicami, w trakcie książki dowiadujemy się o starych zranieniach w rodzinie. Jedyną chyba osobą, która stara się wspierać młoda kobietę jest przyjaciółka.  

Czy Natalia znajdzie w sobie dość siły, by poradzić sobie z walką o życie i zdrowie dzieci, własnymi problemami zdrowotnymi, kryzysem w małżeństwie i trudną przeszłością? 

Jedną z ważnych myśli tej powieści była dla mnie ta: trzeba wejść w świat dziecka, by je poznać, zrozumieć, a potem popchnąć ku czemuś nowemu… W książce to świat dziewczynki z zespołem Aspergera, ale to przecież równie dobrze może być na przykład świat nastolatka, który wiecznie prowadzi z nami wojny (albo my z nim). Wejść w jego świat, by zrozumieć… 

Cuda są możliwe i dzieją się w naszym życiu, choć nie zawsze takie, jak my sobie je wyobrazimy, wymyslimy… 

Polecam powieść Emilii Litwinko wszystkim, którzy oprócz chwil relaksu, szukają w literaturze wzmocnienia, nadziei i światełka dla własnych przeżywanych trudności… 

Za egzemplarz książki dziękuję Wydawnictwu eSPe. 

 

Nadejście wiosny…

Piękna, poruszająca, zachwycająca, głęboka, delikatna, a zarazem pełna emocji… Taka jest debiutancka powieść Lury Anderson Kurk “Dziewczyna ze szkła”. Jedna z tych książek, od których nie możesz się oderwać i jednocześnie marzysz, by nigdy się nie skończyła.

Autorka przedstawia w powieści historię nastolatki, Meg Kavanagh – “dziewczyny ze szkła”, która próbuje uporać się ze stratą brata. Jest to zarazem opowieść o rodzinie, która rozpada się ze względu na nieumiejętność poradzenia sobie z żałobą.  

Meg należy do osób wysoce wrażliwych, co sprawia, że widzi więcej, ma większą świadomość, intensywniej przeżywa różnorodne wydarzenia, a jednocześnie cechuje ją rozbudowana empatia, błyskotliwe poczucie humoru, pisze niesamowite wypracowania. W toku powieść mamy okazję zaobserwować jej bogaty świat przeżyć wewnętrznych, zachwycić się jej wrażliwością, pragnieniem obdarowywania innych miłością i pomocą, skłonnością do tego, by dzielić z nimi łzy… 

Na drodze bohaterki staje silny, pracowity, pełen wiary chłopak. Henry zachwyca się pięknem dziewczyny – zewnętrznym i wewnętrznym. Ich wyjątkowa relacja pomaga odkryć dziewczynie, że jest nie tylko krucha, ale też silna, jak szkło, którego włókna są mocniejsze niż stal.  Fascynujące jest towarzyszenie rodzącemu się uczuciu – delikatnemu, pełnemu emocji, intensywnie odczuwanemu – pomiędzy dwojgiem młodych, ale bardzo dojrzałych ludzi. 

Czy Meg uwierzy Henry’emu? Czy odnajdzie Boga w swoim życiu, którego odrzuciła? Jak rodzi się miłość w głęboko poranionym sercu? Czy dziewczyna odzyska matkę, w której strata syna wypaliła wszelką chęć do życia? 

Powieść “Dziewczyna ze szkła” porusza serce, budzi wiarę, że Bóg leczy nasze najgłębsze zranienia, pokazuje, że ludzie są dobrzy, a zło bierze się najczęściej z wcześniej zadanych ich sercu ran. Język i styl autorki są piękne, momentami przeszywające serce na wskroś. Książka daje nadzieję, że “nawet gdy przechodzimy przez najmroczniejszą zimę, czeka nas nadejście wiosny”...  

Western? Czemu nie!

Tagi

, , , ,

Lubicie westerny? Muszę przyznać, że ja dawno żadnego nie widziałam. Natomiast przeczytałam książkę, którą określiłabym jako chrześcijański romans westernowy!  

Powieść Karen Witemeyer “Niezłomne serca” przenosi nas do dziewiętnastowiecznego Teksasu. Poznajemy młodą, silną i piękną Emmę Chandler, która zakłada żeńską osadę Harper’s Station. Dlaczego w jej miasteczku nie mieszkają mężczyźni? Sama doświadczyła niesprawiedliwego traktowania ze strony mężczyzn, dostrzega też problem wielu kobiet wokół siebie. Jej marzeniem staje się stworzenie azylu dla kobiet skrzywdzonych przez mężczyzn. Niestety miejsce, które miało być bezpiecznym schronieniem, jest nękane pogróżkami. Emma, nie chcąc porzucać swego marzenia, chce rozwiązać problem i wzywa na pomoc przyjaciela z dzieciństwa. 

Malachi Shaw, młody, przystojny i szlachetny mężczyzna, wyrusza w drogę natychmiast, jak tylko otrzymuje telegram Emmy. Dziewczyna jest dla niego aniołem, który pomógł mu przed laty i jest gotów dla niej wszystko poświęcić. Mężczyzna przybywa do kobiecej kolonii i rozpoczyna walkę z ukrytym wrogiem.  

Spotkanie po latach młodych ludzi sprawia, że uczucie pomiędzy nimi wybucha pełnym żarem. Jednak sami zainteresowani próbują walczyć z nim i wydaje się, że nie ma szans na wspólną przyszłość. Dzieli ich tak wiele… Malachi zmaga się z problemami z przeszłości, poczuciem odrzucenia, czuje się niegodny uczuć młodej kobiety o pięknym uśmiechu. Emma wie, że jest potrzebna kobietom, którym dała nadzieję na samodzielne, bezpieczne życie bez mężczyzn. Czy te dwa odmienne światy uda się połączyć? 

Powieść “Niezłomne serca” trzyma w napięciu, akcja wartka pełna zaskakujących wydarzeń niesamowicie wciąga. Poza tym to ciepła opowieść o rozwijającym się uczuciu, o dobrych, szlachetnych i odważnych ludziach, którzy są gotowi realizować swoje marzenia i pomagać w ich osiąganiu innym. Zarówno Emma, jak i Malachi proszą Boga o pomoc, o światło w trudnych sytuacjach. Choć doświadczają trudności w wierze, to w rezultacie zaufanie Najwyższemu zwycięża. Książka pozwala odpocząć, pobyć w dobrym świecie, wzmocnić się duchowo, nabrać nadziei i wiary w to, że to Bóg ma nad wszystkim kontrolę! Z niecierpliwością czekam na kolejne tomy tej serii! 

Dziękuję Wydawnictwu Dreams za dobrą lekturę! 

Autor: Karen Witemeyer. Tytuł: Niezłomne serca. Wydawnictwo DreamsData wydania: kwiecień 2021. Cykl:  Kolonia Harper’s Station.

Kapłaństwo… Wdzięczność…

Tagi

,

Dziś moje serce wypełnia wdzięczność😀. Dziękuję za tylu wspaniałych kapłanów, których Bóg postawił na mojej drodze, którzy prowadzili mnie do Niego.
Przed moimi oczami pojawiają się twarze tych, którzy okazywali mi i moim bliskim serce. ❤️Kapłani, nie doskonali, ale przecież święci, bo szukający przede wszystkim Boga i Jego woli, kapłani o otwartych sercach, cierpliwie słuchający, wspierający modlitwą i dobrą radą, dzielący się swoim czasem, także po to, by po prostu pobyć z ludźmi podczas wycieczek, spacerów, wypadów do pizzerii, jazdy na rowerze…Tyle przeróżnych wspomnień…🚲🚉🤾‍♂️ Niektórym nie miałam okazji powiedzieć, ile dobra zadziało się w moim życiu dzięki ich posłudze. Z wdzięcznością modlę się za nich, by trwali wiernie w swoim powołaniu. Modlę się, by nie zabrakło dobrych kapłanów, by moje dzieci mogły doświadczać ich otwartych serc i dzięki temu zbliżać się do serca Boga.
W moich książkach pojawia się ksiądz Paweł, zasłuchany w Boga, otwarty i wspierający ludzi; dzięki niemu też dzieje się wiele dobra. Dodam, że jego postać powstała na bazie moich własnych doświadczeń i spotykanych kapłanów.❤️
Wszystkim Kapłanom życzę dziś najwyższych lotów i ogarniam modlitwą✈️

Kompromisy: tak czy nie?

Tagi

, ,

Czy w małżeństwie trzeba pójść na kompromisy? Kiedy?  

W małżeństwie tak, jak w każdym poważnym związku nie można nie pójść na kompromisy, są nieodzowne! 

Czy są jednak takie sytuacje, gdy kompromis należy odrzucić? Zdecydowanie tak! W sytuacji, gdy jest ograniczona nasza wewnętrzna wolność, gdy tracimy wielkie wartości, na których opiera się nasza osobowość (na przykład uczciwość, lojalność, szczerość, przyjaźń, poczucie obowiązku) kompromis należy odrzucić! Jest to bardzo ważne, bo bez siebie samych nie możemy kochać drugiej osoby. 

Małżeństwo to związek, w którym każdego dnia dokonuje się wyboru dotyczącego bycia z drugą osobą.  

Uczyniwszy na wieki wybór, W każdej chwili wybierać muszę”, jak powiedział poety, Jerzy Liebert. 

Kochać drugą osobę oznacza chcieć dla niej tego, czego ona sama chce, a nie tego co myślimy, że dla niej jest dobre. Małżeństwo musi się stać przestrzenią umożliwiającą rozwój obydwojga partnerów. Jeśli małżonek dostrzeże, że jego możliwości rozwoju nie zostały zrealizowane, prędzej czy późnij ten problem wyjdzie. 

Kompromisy są potrzebne w małżeństwie. Muszą dotyczyć drugorzędnych wartości, takich jak: sposób ubierania się, spędzania wolnego czasu, wystroju domu, posiłków. 

Nie zawsze dobrze jest pójść na kompromis tylko po to, by uniknąć konfliktów. Czasem kompromis może przynieść straty. Szczerość wobec sobie jest bardzo ważne, by małżeństwo przyniosło rozwój. 

Zachęcam do dialogu o kompromisach, o tym, w jakich sprawach nigdy nie poszlibyście na kompromis, czego najbardziej boicie się stracić, idąc na kompromis, w jakim stopniu możecie zrezygnować z czegoś dla dobra małżeństwa, które kompromisy już zawarte chcielibyście zmienić. Bądźcie szczerzy i otwarci, odważni i wytrwali w budowaniu waszego małżeństwa.  

Utrata wolności

Tagi

, , , , , ,

Dziś kilka refleksji o wolności w małżeństwie! 

Wolność to według definicji brak przymusu, możliwość działania zgodnie z własną wolą. To sytuacja, w której można dokonywać wyborów spośród wszystkich dostępnych opcji. Czy małżeństwo jest związkiem, które mi ją odbiera? Jak patrzę na moje małżeństwo? 

 Jak to mówią niektórzy, małżeństwo jest więzieniem, jako współmałżonek stajesz się niewolnikiem, od tej pory nie będzie już niczegoMałżeństwo to mniej czasu na karierę, własne pasje, spotkania z przyjaciółmi. Z takiego postrzegania życia małżeńskiego biorą ślubne gadżety z takimi napisami, jak: “Już po chłopie”, “Koniec wolności”, “Sorry chłopaki musiałem”, “Pomocy”.
Najlepiej zacząć od początku. Czy wstąpienie w związek małżeński to był mój wolny wybór? Większość ludzi myli dzisiaj miłość z namiętnością, wstępuje w związek małżeński z obawy przed samotnością, dla interesu, z wygodnictwa. W każdym z tych przypadków nigdy nie jest to wolny wybór, ale coś nas popycha do takiej właśnie decyzji. 

Wolność oznacza dawać spontanicznie, bezinteresownie niczego nie oczekując. Jeśli ja daję, a druga osoba nie odwzajemnia się, to jest to problem tej osoby, nie mój. Kiedy taka sytuacja ma miejsce, warto przyjrzeć się fundamentom naszego związku, na czym zbudowaliśmy małżeństwo. Jeśli budujemy na trwałych podstawach, jesteśmy zaangażowani, małżeństwo jest miejscem rozwoju i zwiększenia osobistej wolności. Nie ogranicza jej, ale wywyższa. 

Warto spojrzeć wstecz i zastanowić się, jakimi ludźmi byliśmy w momencie zawierania ślubu, ile swoich słabości pokonaliśmy, jak rozwinął się nasz mąż. Taka refleksja pozwala dostrzec wiele dobra, które zadziało się w naszym wspólnym życiu, a które umyka nam w codziennym pośpiechu.  

Nieustannie zachęcam do dialogu w spokojnym miejscu, gdzie będzie czuć się swobodnie i spokojnie. Zapytajcie siebie nawzajem, czy czujecie się przy sobie wolni. Dlaczego tak albo dlaczego nie? Jeśli w tym momencie czulibyście się naprawdę wolni, co byście zrobili? Czy boicie się siebie nawzajem? Porozmawiajcie o tym, z czego musieliście zrezygnować i ile was to kosztowało. Spróbujcie wymienić pragnienia, które udało wam się zrealizować i te, które jeszcze czekają na realizację. Przedyskutujcie kwestie, o których trudno Wam rozmawiać i zastanówcie się, dlaczego pewnych rzeczy nie potraficie poruszać we wzajemnym dialogu. Po co to wszystko? By ruszyć w drogę ku większej wolności, a tym samym ku większemu rozwojowi małżonków. 

Pamiętajcie tylko, że rozmowa nie ma być wzajemnym rozliczaniem się. Zaakceptujcie małżeństwo w jego aktualnej postaci i zwracajcie uwagę na to, co was łączy, a nie to, co was dzieli. 

Kresowa miłość…

Tagi

, , ,

 Dziś dzielę się radością i wyczekiwaną przeze mnie chwilą. Nie tylko zresztą ja czekam! Otrzymuję wiele zapytań, kiedy ukaże się moja kolejna książka.

Już wiem!

Data premiery 4 maja 2021 r.

    „Kresowa miłość”to książka trochę inna od tych, które do tej pory napisałam. To opowieść o tym, jak historia potrafi splątać ludzkie losy i zadrwić z tych, którzy próbują nią manipulować.

W 1924 roku mała ormiańska dziewczynka, Marysia Amirowicz, musi opuścić ukochane Kuty. Wraz z bohaterką poznajemy przedwojenny Stanisławów, Krosno i Lwów, gdzie czeka na nią miłość życia. Czy będzie jej dane połączyć z ukochanym mimo zawieruchy wojennej?

Powieść przenosi nas też do współczesnego Krosna, gdzie Dagmara, młoda nauczycielka matematyki poznaje młodego inżyniera, Adama i zakochuje się w nim z wzajemnością. Młodzi planują wspólną przyszłość, ale właśnie wtedy postanawia wtrącić się przeszłość… 

    “Kresowa miłość” to opowieść o zmarnowanych szansach, ale też przebaczeniu i godzeniu się z trudną przeszłością, a przede wszystkim o potędze miłości… 

    Mam nadzieję, że czytelnikom moich dotychczasowych powieści również ta przypadnie do gustu…☺

Poznać, by zrozumieć

Tagi

, ,

Wiele osób uważa, że problemy w ich małżeństwie wynikają z zachowania partnera lub oczekuje, że druga osoba się zmieni, tylko dlatego, że powiedzieliśmy jej o naszych oczekiwaniach. Szuka źródeł problemów i ich rozwiązań na zewnątrz. To błąd! Nie ma innej drogi niż wewnętrzny proces, którego celem jest zmiana siebie i drugiej osoby. W myśl zasady “Zacznij od zmiany siebie samego, a zobaczysz, że druga osoba też się zmieni”. 

Kilka pytań, które warto sobie zadać: 

Czy małżeństwo rozwija mnie psychologicznie i duchowo? Dlaczego? 

Jakie zmiany są potrzebne, by związek był dla mnie odpowiedni? 

Czy partner podoba ci się jeszcze fizycznie? 

Czy chciałabyś (chciałbyś) być bardziej słuchana(-ny)? 

Co by cię popchnęło do zmiany samego siebie? 

Co naprawdę kryje się za moimi wymaganiami? 

Jakie zmiany w mojej osobowości są konieczne do tego, abym zaangażowała się w pełni w związek z drugą osobą? 

Czy istnieje szansa na to, że mogę się zmienić? 

Co powoduje, że psychicznie źle się czuję w związku? 

Co spowodowałby, bym lepiej poczuła się z mężem? 

Jak często rozmawiacie na takie tematy? 

Jakie cechy chciałabym, aby mój partner posiadał? 

Jak bardzo szanuję samą siebie? A mojego męża? 

Czy dzisiaj ponownie wybrałabym tego człowieka na męża? Dlaczego? 

Pytań można, by zadać jeszcze mnóstwo. Warto dać się poprowadzić własnym myślom, wspomnieniom, by odkryć rzeczy, których dotychczas być może nie dostrzegaliśmy. Poprośmy Ducha Świętego o pomoc i dajmy się prowadzić. Dobrze byłoby, by obie strony pomyślały nad pytaniami i byście podzielili się swoim spostrzeżeniami, przeżyciami. Może odnajdziecie wiele iluzji małżeńskich, o których wspominałam dwa tygodnie temu. I rozmawiajcie na ten temat, zaangażujcie się, nie bójcie się pytać i odpowiadać na trudne pytania.  

Bardzo ważne jest zaangażowanie, a ono nie zależy od tego, ile lat jesteśmy ze sobą. Gdy nasze małżeństwo trwa bardzo długo nie oznacza, że znamy dobrze siebie. W małżeństwie nie możemy się bać zaangażować całkowicie z drugą osobą, nawet jeśli ona nie jest doskonała. Nikt z nas nie jest doskonały. Czasem lękamy się w pełni zaangażować, bo obawiamy się odrzucenia albo oszustwa. Czasem może być tak, że związaliśmy się z osobą, która ma poważne problemy, zdaliśmy sobie sprawę dopiero po fakcie albo wydawało nam się, że nasza miłość wszystko pokona. Nic bardziej mylnego. Jeśli wydaje nam się, że nie poradzimy sobie sami, warto poszukać pomocy na zewnątrz, poszukać specjalisty. I zachęcam do modlitwy w intencji naszego małżeństwa. 

Zapraszam Was dziś do wyruszenia w głąb siebie, w głąb swojego związku, by odkryć nieznane nam dotychczas lądy. Odpowiadajmy sobie na pytania i dialogujmy z małżonkiem! Niech to nas buduje, byśmy byli bardziej zaangażowani, a nasze małżeństwo rozwijało się i piękniało! 

Iluzje małżeńskie

Tagi

,

Czy spotkaliście w swoim życiu małżonków, którzy są wciąż niezadowoleni, niezrealizowani, nieszczęśliwi? Iluż małżonków ciągle sądzi, że zrealizuje mrzonki, które urzekły ich w młodości? Iluzje prowadzą małżeństwa do rozczarowania, ponieważ nie można ich zrealizować. Nie jest możliwa zmiana, jeśli podążamy za mitami. Natomiast jeśli zrzucimy ciężar, który każe nam realizować złudzenia poczujemy się lżejsi, a nie sfrustrowani i wreszcie będziemy mogli odkryć siebie samych i współmałżonka takich, jakimi jesteśmy naprawdę 

Nie ma ludzi, małżeństw, miłości podobnych do siebie. Nie ma recept, które byłyby dobre dla wszystkich. Zarzućmy iluzje, a wyruszmy w podróż odkrywania siebie, drugiego człowieka, bogactwa naszego związku. To o wiele bardziej pasjonujące niż realizowanie idealnych wizji, które nosimy w naszych umysłach i sercach. 

Kilka małżeńskich iluzji… 

Pragnienie idealnego partnera 

Szukamy partnera pozbawionego wad, bo wydaje nam się, że przy nim będziemy wieść szczęśliwe i spokojne życie. Tak naprawdę nie szukamy miłości, ale własnej wygody, ochrony. Takie poszukiwania są nieco infantylne, dziecinne, jak dzieci chcemy otrzymać wszystko i natychmiast. Może to prowadzić do ciągłej zmiany partnerów, bo po okresie zauroczenia, okazuje się, że partner nie spełnia moich oczekiwań. Prowadzi do życia w ciągłym rozczarowaniu… 

Przekonanie, że trzeba zawsze być razem 

Nikt na świecie nie może się zjednoczyć z nami całkowicie, niemożliwa całkowita symbioza z żadnym człowiekiem. Nie musi nas przerażać poczucie samotności czy niezrozumienia, którego czasem każdy z nas doświadcza. Ten typ iluzji może spowodować, że małżeństwo zamknie się całkowicie na świat zewnętrzny, by żaden bodziec ich nie oddzielił od siebie, a jeden z partnerów chce, by drugi był zawsze gotowy do spełnienia każdego życzenia. Nietrudno zauważyć, że takie zachowanie prowadzi do wzajemnej urazy, frustracji, depresji… 

Przekonanie, że druga osoba powinna zrozumieć wszystko i natychmiast 

Umiejętność słuchania jest bardzo ważna w małżeństwie. Może nam się jednak wydawać, że mąż powinien zrozumieć myśli, których nie wyraziłyśmy w ogóle albo dość jasno. Z drugiej strony chcielibyśmy wiedzieć o drugiej absolutnie wszystko, ale to niemożliwe. Może nam się też wydawać, że znamy się na wylot i nie wsłuchujemy się w drugą osobę. Nie należy zakładać niczego z góry… Czasem pomaga stworzenia listy swoich przeżyć, myśli próśb i jasne ich wyrażenie. 

Przekonanie, że małżeństwie zawsze należy zmieniać swoje zachowanie 

Rozmawianie o własnych potrzebach, wymaganiach jest bardzo ważne w związku małżeńskim. Przekonanie, że on musi się zmienić, dostosować do naszych oczekiwań, bo mu o tym powiedzieliśmy w dowód miłości, to już iluzja. Jeśli się nie zmienia, wnioskujemy, że nas nie kocha. Drugą stronę może to wpędzić w poczucie winy, a pewnych skłonności cech, nie jest w stanie zmienić. Na przykład z męża introwertyka, nie zrobimy duszy towarzystwa. Iluzją jest przekonanie, że współmałżonek musi się do nas całkowicie dostosować.  Dobre małżeństwo jest oparte na wzajemnej akceptacji. Nasz małżonek może nas naprawdę kochać, ale może nie być w stanie w sposób zasadniczy zmienić swojego zachowania.  

Przekonanie, że powodzenie małżeństwa zależy od podobieństwa charakterów 

Iluzją jest przekonanie, że kochać się oznacza mieć takie same gusty, taką samą osobowość. Obawiamy się różnic i tego, że nie zostaniemy zaakceptowani. Szukamy wygody, łatwej komunikacji. Obawiamy się dyskusji. Dobre małżeństwo natomiast jest oparte na uzupełnianiu się charakterów. Akceptacja różnic jest wyrazem siły, dojrzałości, otwartości na nowe doświadczenia, nowe wzory. Przykład: ja lubię ciszę i książki, mój mąż lubi odpoczywać przy muzyce. 

Przekonanie, że małżeństwie należy pertraktować, negocjować, targować się 

Nieumiejętność szanowania drugiej osoby, powoduje ciągłe i wyczerpujące dyskusje, których jedynym celem jest chęć udowodnienia swoich racji, dominacji, kontrolowania. Brak pewności siebie maskujemy postawą “handlową”. 

Przekonanie, że dobre małżeństwo jest statyczne 

Małżeństwo jako związek na całe życie jest rzeczywistością złożoną i nieraz trudną., pełną sukcesów i porażek. Są małżeństwa, które mogą się nam wydawać zbyt spokojne i takie, które żyją w wydawałoby się ciągłym konflikcie. I jedne i drugie mogą być szczęśliwe. Zresztą każde małżeństwo przechodzi różne etapy: po okresie burz, może nastąpić czas spokoju. Iluzją jest przekonanie, że sukces małżeństwa zależy od braku kłótni. 

Przekonanie, że dobre małżeństwo nie potrzebuje czasu 

Nie można wszystkiego robić dobrze. Chęć robienia wszystkiego oznacza nie robić dobrze niczego. W pewnym momencie życia trzeba znaleźć w sobie odwagę dokonania wyborów, odwagę, by z czegoś zrezygnować. Iluzją jest, że małżeństwo nie wymaga wysiłku, czasu, jest nam cudownie dane. Małżeństwo nie jest metą, ale punktem wyjścia… Ale o tym już było:) 

Doskonałość nasz wróg

Tagi

, ,

Lubisz, jak w domu jest czysto, dzieci grzecznie się bawią, pilnie się uczą, a z mężem żyjecie w idealnej harmonii? Tak? Ja też. Doskonale wiemy, że taka sielanka nawet jeśli się pojawia, to tylko na chwilę. Przynajmniej u mnie. I co wtedy, gdy się kończy? Jak reagujemy? 

Warto uznać, że doskonałość dla nas, istot ludzkich, nie istnieje. A na pewno jest dobrą drogą do rozpadu małżeństwa, do życia w oderwaniu od rzeczywistości… Tym samym pozbawia nas możliwości rozwoju. Chcemy realizować nasze mrzonki, sny, nierealne oczekiwania, a nie staramy się bazować na naturze, które jest nam podarowana.  A przy tym straszliwie się męczymy.  

Możemy oczekiwać od współmałżonka, że będzie doskonały w każdej sferze życia, wszędzie: w pracy, w domu, w społeczeństwie. To oczekiwania osoby, która nie chce konfrontacji z rzeczywistością. Nie potrafimy przyjąć, zaakceptować i zrozumieć i jesteśmy ciągle niezadowolone. Niesamowicie się męczymy.  

Tak, oczekiwanie od siebie i wszystkich wokół nieustannej doskonałości, powoduje frustrację. Często powoduje fizyczne zmęczenie. Banalny przykład: kiedy coś zgubię, muszę to znaleźć. Poszukiwania nieraz trwają wiele godzin, wymagają przeprowadzenia śledztwa wśród domowników; męczą mnie i innych, a gra często niewarta świeczki. Dodatkowo towarzyszy temu żal do siebie i innych. Wystarczy uznać, że nie jestem doskonałą i mogę czasem coś zgubić, może mi coś nie wyjść. Nie poddaję się, ale podejmuję nową próbę zmiany siebie… 

A małżeństwo? Jeśli nie spełnia moich nierealnych oczekiwać, jest niedoskonałe w moim mniemaniu (a jest), to co robię? Może dojdę do wniosku, że trzeba się rozstać… 

Czy jestem perfekcjonistką? Jak reaguję w chwilach, gdy moje życie, mój mąż, moje małżeństwo nie spełnia moich oczekiwań?  

Jak powiedział Winston Churchill: “Sukces polega na przechodzeniu od porażki do porażki bez utraty entuzjazmu”.

I tego Wam życzę: nieustającego entuzjazmu! 

Przejdź do paska narzędzi